O dobrowolności udziału w systemie państwowym, a przypadek Ekwadoru

// archiwalna wersja wpisu z 1 stycznia 2020 roku

Po latach walk o poprawę sytuacji w kraju, walk na różnych frontach – środowiskowych, cywilnych, społeczności rdzennych, także wielu innych – 28. września 2008 roku pod auspicjami prezydenta Rafaela Correa’y (2007-2017) odbyło się referendum w sprawie nowej konstytucji Ekwadoru. I jest to, do dziś obowiązujący, akt w swych niektórych zapisach „rewolucyjny”. Niech przypadek tego kraju pozwoli przez moment skupić przez moment swoją uwagę oraz zainspirować do twórczego zastanowienia.

Na początek warto by znać zgrubny kontekst, w jakim społeczeństwo, poprzez protesty i samoorganizację wymusiło na władzy rozpisanie nowego prawa. Należy w tym celu zdawać sobie sprawę m. in. z ogromnymi nadużyciami zagranicznych koncernów naftowych wobec bogatego, a zagrożonego pod wieloma względami, środowiska naturalnego Ekwadoru oraz wobec ludności rdzennej. 1. Kraj jest członkiem OPEC, około roku 2011 chciał jednak odstąpić od zysków z ropy za cenę $3.6 mld, równowartości połowy potencjalnych zysków z surowca szacowanych na około $7,2 mld. Pieniądze miały pochodzić od ONZ, kraje UE wyskrobały ze swoich portfeli w tym celu ok. $300 mln. Niezorientowanym to mogą wydawać się duże pieniądze – weźmy jednak dla porównania inną kwotę – w podobnym okresie dług rządów Włoch, Portugalii i Hiszpanii wobec trzech francuskich banków wynosił około $1,76 bln!2 Prośba władzy Ekwadoru (a właściwie jego ludu poprzez władzę, niedługo wcześniej odbyło się referendum i szeroko zakrojone badania opinii publicznej) to zaledwie około 2‰ tej kwoty! 3 Za inną kwotę, podobnego rzędu, utopiono i sprzedano np. taki kraj jak Grecję. 4 Tak więc możemy uznać, że nie są to w świecie międzynarodowej polityki duże pieniądze. Można by jednak za nie uratować bezcenny las równikowy wraz z członkami tego ekosystemu – ludźmi, chcącymi tam żyć po swojemu, nie naciskając na odcisk nikomu poza chcącymi ich przesiedlić i rabować ich ziemię firmami. Przez jakiś czas taki właśnie był plan. Nie udało się – pieniądze się nie znalazły, kraje spoza UE nie chciały przeznaczyć nawet tyle, co ona, co i tak nie było jakimś rozsądnym i dobrodusznym ruchem. Na boku, polecam artykuł na ten temat! Więcej, można się spodziewać, że UE zaproponowała $300 mln wiedząc, że plan ten upadnie. Wskutek tego Ekwador, wbrew protestom obywateli, zaczął wracać do wydobycia ropy. Nawet pomimo strat 3-4%.. . Prezydent Correa mówił jednak w przemówieniu:

„Bardzo nie lubię górnictwa i ropy, ale jeszcze bardziej nie znoszę nędzy” oraz
„Świat nas zawiódł. Winę ponoszą zakłamane bogate kraje.”

Co to ma do wolności, konstytucji i samostanowienia? Plan odejścia od wydobycia ropy miał pozwolić społecznościom rdzennym na życie nie w ramach państwowości, a także zagwarantować im suwerenność na zamieszkałym przez nich terenie. Innymi słowy, do pewnego stopnia chodziło o dobrowolność udziału w państwowej machinie i jest to chyba pierwszy mi znany taki przypadek. Mówi o tym artykuł 57 uchwalonej w 2011 roku konstytucji, między innymi (artkył ma ponad dwie strony):

„terytoria ludów żyjących z własnej woli w odosobnieniu od cywilizacji należą do nich w sposób nietykalny i nieograniczony, wszelka działalność eksploatacyjna jest tam wzbroniona, a państwo podejmie kroki, by zapewnić im życie i wszelkie prawa, w tym poszanowanie prawa do samostanowienia i decyzję życia w odosobnieniu”.

Link do tekstu w przypisach (konstytucja po hiszpańsku, str. 45 i 38. pdfa oraz wspomniany artykuł w Wyborczej z 2013 roku, komentarz do uchwalonej konstytucji znajduje się także tutaj). Pomimo znacznego spadku poziomu ubóstwa z rządów Correa’y kraj znów zaczął ubożeć nie mogąc dalej polegać na swojej ropie. Inne kraje nie okazały solidarności, nawet w świetle spodziewanego Kryzysu Klimatycznego. Nawet w świetle pogadanek o samostanowieniu narodów i społeczności (szczególnie silnych po II WW). Należy podkreślić, że „blisko 93 proc. obywateli opowiada się za zachowaniem natury kosztem naftowego bogactwa”. Dobrze wiedzą o zanieczyszczaniu wody ropą, głównie przez Chevlon, czego nie korporacje nie robią w tzw. „bogatych krajach”, bo przecież są takie dobre i dbają o środowisko tak, jak mogą. Jedyne co potrafią wybełkotać, że „nie łamały prawa”, jak gdyby to kogoś obchodziło. Życie ludzi zostało zniszczone, jest niszczone dalej. (już nie taka) Nowa konstytucja gwarantuje dobre rozwiązania, prawo do edukacji (nie jej obowiązek), podkreśla przede wszystkim społeczną odpowiedzialność rządzących i robiących na ludziach pieniądze firm, przede wszystkim przed tymi ludźmi. A jednak, można też zrozumieć Correa’ę, że nie nie chce pozostać ślepy na rosnące problemy finansowe kraju i obywateli/ek.

Ciężko mi wyrazić wagę tego co się tam działo, mam nadzieję, że udało się choć trochę. Czy kraje nie powinny kierować się zasadą dobrowolności w udziale w ich projekcie? Oczywiście, wszyscy wiemy, że to mrzonka, a także rząd Ekwadoru, pomimo sprzyjającego prezydenta, musiał li i jedynie zwyczajnie ugiąć się pod naciskiem własnej ludności, która potrafiła kalkulować rozsądnie i solidaryzować się z mieszkankami i mieszkańcami chronionych terenów, docenić wagę bogactwa naturalnego (nie tylko prostackiego w postaci ropy), po prostu być ludźmi.. Niestety rządy ludźmi nie są, czasem można wątpić czy do spółki z korporacjami w ogóle znajdują się w nich ludzie. Prezydent Correa pokazał, że czasem tak.. wciąż będąc jednak nie tylko aż, ale też tylko ludźmi. Zachęcam Was do zapoznania się z linkami, poszukania jakiegoś dokumentu..

Co by się stało w Polsce, gdyby zapewnić dobrowolność i współistnienie z ludźmi nie chcącymi wchodzić w aparat państwa? Można sobie wyobrazić grupę np. rodzimowierców i wracających do korzeni Słowian żyjących gdzieś na Wolinie, czy kręcących się po Kaszubach lub Mazurach? Co z nimi zrobiła by Polska? Co by zrobiła z żyjącymi na skłotach i nie tylko anarchist/k/ami? Czy ludziom tym należałoby zapewnić dostęp do służby zdrowia czy jedynie ludziom, którzy się na niego zrzucają, chcieliby patrzeć jak np. umierają chorzy z drugiej grupy? Czemu jednak pierwsza miała by pracować i wynajdywać leki?.. czy solidarność szłaby za szacunkiem do trybu życia drugiej grupy? Uważam, że to ciekawe kwestie, puszczając lekko wodze fantazji. Mogą też wydawać się wydumane, a jednak żyjąc w Ekwadorze trzeba się z nimi zmierzyć. Osobiście uważam, że uszanowanie dla wolności drugiego człowieka nie powinno mieć wielu granic. Oczywiście całą tę problematykę jedynie tu z grubsza zakreśliłem – wszystkie poruszone kwestie wymagają dalszej teorii i przede wszystkim praktyki, mam nadzieję, że kogoś zainteresowałem. Pozdro! 🙂

P.S. a dziś.. wskutek powrotu neoliberalnych rządów w Ekwadorze masowe, brutalnie tłumione protesty.

Bibliografia i przypisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.