Narkomani i okupacja. Jak Ukraińcy wpadają w niewolę za niezbędne im substancje

Szybkie tłumaczenie z Zaborony, oryginalny tekst: https://zaborona.com/rozpovidayemo-shho-vidbuvayetsya-z-narkozalezhnymy-v-zahoplenyh-mistah/

Okupanci popierają pomysł „zabijania gejów i narkomanów”. Opowiadamy, co dzieje się z narkomanami w zdobytych miastach

Jeszcze przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę na pełną skalę okupanci dysponowali listą nazwisk, według której planowali szukać, chwytać lub rozstrzeliwać Ukraińców. Na listach rozstrzelanych znaleźli się aktywiści, terroryści, wolontariusze, rodziny wojskowych i nie tylko. Na listach okupantów umieszczani są również pacjenci objęci metadonowym programem leczenia substytucyjnego, który jest metodą leczenia narkomanii. Są prześladowani i brani do niewoli za posiadanie niezbędnych im substancji. Dziennikarka Hromadske Olesya Bida opowiada, dlaczego narkomani Ukraińcy są wrogami – Zaborona publikuje główną część artykułu.

Nie spałam przez miesiąc”

Przez półtora roku dzięki programowi terapii substytucyjnej (ЗПТ) Anastazja z Mariupola mogła żyć bez narkotyków. Regularnie otrzymywała tabletki metadonu w lokalnym repozytorium leków, dzięki czemu normalizowała swój stan. Od 2005 roku lek ten znajduje się na Podstawowej Liście Leków Niezbędnych – jest bezpieczny i ma udowodnioną skuteczność.

24 lutego, kiedy wybuchła wojna na pełną skalę, Anastazji pozostało niewiele lekarstw: „Musiałem iść do szpitala, ale nie mogłam do nikogo zadzwonić, żeby sprawdzić, czy to działa”. Kiedy Rosjanie zniszczyli aptekę z narkotykami, udało jej się jeszcze zabrać cztery plastry buprenorfiny. To nie jest lek, który zwykle brała, ale może jej się później przydać.

Następnie, ze względu na niedobór leków, u kobiety rozpoczął się zespół odstawienny. Proces ten jest bardzo niebezpieczny dla pacjentów terapii substytucyjnej i czasem może kosztować życie. Osoba doświadcza silnego bólu fizycznego i cierpienia psychicznego, mogą wystąpić choroby przewlekłe. Zdarzały się przypadki pacjentów z zatrzymaniem akcji serca z powodu odstawienia.

„Bez terapii zastępczej było to bardzo trudne. Miałam zawroty głowy, nie spałam przez miesiąc ”- mówi.

Ілюстрація: Катерина Круглик / Заборона
Ilustracja: Катерина Круглик / Заборона

Jednocześnie Anastazja musiała nieustannie szukać dla siebie bezpiecznego miejsca. Ukrywała się w piwnicy, po czym przeniosła się do prywatnego domu z teściową w VII dzielnicy Mariupola. Kiedy zaczęły spadać tam pociski z BM-21 Gradów, zdecydowała, że ​​powinna być z matką.

„To było około 13. marca. Nie mogę powiedzieć na pewno, bo wtedy straciłam dużo czasu – wspomina. – Szłam piechotą pod ostrzałem z jednego końca miasta na drugi – szukać mamy. Ciała zmarłych leżały wokół. Moja matka była w piwnicy naszego domu. Tam się zatrzymałyśmy ”.

Oskarżyli mnie o bycie snajperką z Azowa”

Z czasem Anastazja zrozumiała, że ​​musi opuścić Mariupol. Ale do tego trzeba było przejść filtrację we wsi Bezymennoe w obwodzie donieckim. Kobieta zabrała ze sobą znalezione wcześniej tabletki buprenorfiny. „Na początku byli zainteresowani moimi tatuażami. Potem znaleźli pigułki. Musiałam im powiedzieć, co to za lekarstwo. Potem Rosjanie mnie zatrzymali – powiedziała. Anastazja została przewieziona do tymczasowo okupowanego Nowoazowska w obwodzie donieckim, na lokalny posterunek policji. Była tam przetrzymywana przez trzy dni bez jedzenia i wody. „Możesz iść do toalety za ich zgodą. Zostałam sama w pokoju, nikogo tam nie widziałam. Kobieta mówi, że dookoła były zakrwawione bandaże. – Codziennie rano przychodzili i pytali: „Będziesz mówić? Co widziałaś, co wiesz?”

Jak się okazało, okupantów zainteresowało zdjęcie Anastazji, które znaleźli na portalach społecznościowych. Na nim, pracuje w kasku w fabryce Azovstal: „Chcieli wymusić zeznanie, że jestem na wojnie. Sprawdzili obojczyki, wszystkie tatuaże, zapytali, co oznaczają. Z powodu zdjęcia z pracy oskarżyli mnie, że jestem snajperem z Azowa. Wydawało im się, że właśnie tak powinnam wyglądać w hełmie.”

Trzeciego dnia niewoli Anastazji powiedziano, że zostanie rozstrzelana. Zakładają kajdanki i kaptur na oczy. Kobieta pomyślała: „Dzięki Bogu!” Żołnierze, którzy przejęli zmianę, wyprowadzili ją z komisariatu milicji. Już po drodze kierowca kazał zdjąć kajdanki. W samochodzie kobieta zobaczyła, że ​​została zabrana do Sedowa, wsi niedaleko Nowoazowska. Wcześniej, podczas przesłuchań, okupanci dowiedzieli się, że mieszkają tam krewni Anastazji. Mężczyzna za kierownicą powiedział: „Cieszę się, że trafiłaś na naszą zmianę”.

Ilustracja: Катерина Круглик / Заборона

Anastazja była w Sedowie przez prawie miesiąc. Od czasu do czasu wracała do Mariupola. Nie dało się tam żyć, zwłaszcza z jej zdrowiem. Mama została deportowana pod lufą karabinu do Rosji, do Tambowa. Kiedy ukraińskie wojsko zaczęło opuszczać Azovstal, Anastazja zdała sobie sprawę, że musi odejść i spakowała swój plecak.

Wyczyścić teren ze złoczyńców”

Kobieta wyjechała z Mariupola do okupowanego Berdiańska. Stamtąd pomogła jej dostać się do Zaporoża Natalia Kałużska (Наталя Калужська), regionalna koordynatorka Ogólnoukraińskiego Stowarzyszenia Kobiet Uzależnionych od Narkotyków „Wołna” («Волна»). Do tego czasu, koordynowała już trasy dla około 20 rodzin.

„Uzależnieni od narkotyków, którzy byli na programie substytucyjnej terapii podtrzymującej, nadal pozostają w Mariupolu. Po Nastii udało się pomóc wyjechać dwóm innym osobom. Ośmiu naszych pacjentów zmarło, wielu zniknęło, a ja nawet nie wiem, jak ich znaleźć. Nie ma list. A pielęgniarki, które mogłyby je mieć, są w Rosji ”- mówi Kałużska.

Natalia Kałużska. Фото: Наталія Калужська / Facebook

Przypadek Anastazji, gdy uzależnienie od narkotyków było powodem zatrzymania przez okupantów, nie jest odosobniony. Według koordynatorki stowarzyszenia Wołna lista pacjentów substytucyjnych została „scalona” w czasowo okupowanym Berdiańsku.

„Wiem, że tam są „odwiedzani” pacjenci substytucyjni, a niektórzy zostali już zatrzymani i wysłani do 77. kolonii karnej w Berdiańsku. Również część naszych pacjentów jest w okupowanej Oleniwce – mówi Kałużska. – Kiedy mój mąż i ja opuściliśmy Mariupol w marcu i spędziliśmy noc w Berdiańsku, usłyszeliśmy od miejscowych, że okupanci otwarcie mówili im o pomyśle „zabijania gejów i narkomanów”, a tym samym „oczyszczenia terenu ze złoczyńców” ”. Mówią, że to ich wyleczy. Szukają więc „wrogów wewnętrznych”.

Głowa Wołnej Oleg Dymareckij mówi też, że pacjenci na tymczasowo okupowanych terytoriach stali się celem rosyjskich wojsk. Są prześladowani, konfiskuje się ich telefony i substytuty, są bacznie obserwowani i bici. Niektórzy ludzie są zwalniani, kopią okopy i odsyła się ich do ciężkich robót.

Oleg Dymareckij. Фото: Oleg Dymaretsky / Facebook

Regionalni koordynatorzy Wołny szczególnie odczuli nadejście sił okupacyjnych do ich miast, mówi Dymarecki: „Oleksij Kwitowskij, przedstawiciel obwodu ługańskiego, przekroczył wszystkie granice ze swoją rodziną podczas prześladowań i ostrzału. Nasz przedstawiciel regionalny z Melitopola Ołeksandr został pobity, przetrzymywany pod lufą karabinu maszynowego, przesłuchiwany i domagał się wydania osób, które korzystały z usług substytucyjnych w mieście. Został doprowadzony do takiego stanu, że musiał opuścić Melitopol na piechotę z rodziną ”.

Dla nich to tylko rozdawanie narkotyków”

Obecna sytuacja przypomina sytuację w obwodach donieckim i ługańskim z 2014 roku. Kiedy Rosjanie zaczęli zajmować wschodnie regiony, pozbawiali także pacjentów terapii substytucyjnej prawa do leczenia.

„Uzależnieni od narkotyków na terytoriach okupowanych nie są uważani za istoty ludzkie. Nie mają żadnych praw ani możliwości leczenia. W Ługańsku i Doniecku polityka narkotykowa jest taka, że ​​za jej używanie można zostać skazanym na lata więzienia. Tam kodeks karny jest w 90% skopiowany z Rosji. Nie może być mowy o terapii substytucyjnej – dla nich nie jest to lekarstwo – powiedział obrońca praw człowieka Andrij Jarowyj po wyjściu z niewoli w 2019 r.

Latem 2018 roku Andrij udał się na misję humanitarną na terytorium okupowane, gdzie został zatrzymany z 38 tabletkami buprenorfiny – tego samego leku, za który podczas filtracji trafiła do niewoli Anastazja z Mariupola. Ukraińskiego obrońcę praw człowieka skazano na 10,5 roku więzienia za przemyt narkotyków.

„Nie pytano mnie o terapię substytucyjną. Śledczy rozumiał, że nie zagrażam ich „państwu”. Powiedział mi, że jeśli mam raka i otrzymuję leki, to jedna sprawa. A terapia substytucyjna nie jest uznawana w ich „republice”. Dla nich to tylko dystrybucja narkotyków, za co są ścigani – powiedział Andrij.

Андрій Яровий. Фото: Всеукраїнське об’єднання людей з наркозалежністю / Facebook

Działacz na rzecz praw człowieka stoi teraz na czele Krajowej Czerwonej Linii ds. Narkomanii i Substytucyjnej Terapii Podtrzymującej. Mówi, że liczba telefonów potroiła się od początku wojny na pełną skalę. Andrij jest przekonany, że taktyka Rosjan na nowo okupowanych terytoriach nie zmieniła się od 2014 roku. Nie postrzegają narkomanów jako przewlekle chorych wymagających leczenia.

„W Rosji substytucyjna terapia podtrzymująca jest podporządkowana polityce, a nie opiece zdrowotnej. Dlaczego tak, nie wiem, nie rozumiem. Narkomania to problem czysto medyczny. Osoba uzależniona potrzebuje leczenia ”- mówi.

Ilustracja: Катерина Круглик / Заборона

W Rosji istnieje kilka opcji dla narkomanów: „cierpieć” i po prostu przestać zażywać narkotyki, co jest praktycznie niemożliwe, udać się do apteki/szpitala w celu detoksykacji lub pójść do więzienia. W Rosji nie ma leczenia substytucyjnego, które jest uznawane przez WHO i stosowane w większości krajów.

Rosjanie, którzy w 2014 roku okupowali wschodnie regiony, postrzegali pacjentów jako przestępców, których m.in. można było obarczyć nierozwiązanymi sprawami karnymi: „Kiedy byłem w niewoli, zatrzymani miejscowi powiedzieli mi, że wycięli kieszenie ze swoich ubrań. Zrobili to w przypadku zatrzymania: jeśli założą im kajdanki i spróbują włożyć coś do kieszeni, po prostu wypadnie – mówi Jarowyj. – Wiele osób na terytoriach okupowanych trafia do więzień za używanie narkotyków. Do czasu wyzwolenia nowych, czasowo okupowanych terytoriów, to samo stanie się z narkomanami. Gwarantuję to.”

Andrij radzi narkomanom, aby w miarę możliwości opuszczali miasta i wsie okupowane przez Rosję. Nawet jeśli dana osoba zgubi lub odjedzie bez dokumentów, lokalni lekarze zidentyfikują ją za pośrednictwem systemu Helsi i pomogą wznowić stosowanie substytucyjnej terapii podtrzymującej.

„W tym czasie nikomu nie odmówiono leczenia” – mówi Jarowyj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.